Kilku murzynów, gitara, harmonijka ustna, czasem saksofon. Południowe USA. Tematy różne: począwszy od zwykłych relacji męsko-damskich, takich jak miłość, zdrada, zazdrość, przez podróże, samotność, prace zarobkową, aż po nierówność rasową, społeczną lub sytuacje polityczne. Trochę muzyki folk. Z tego właśnie słynie blues.
Oczywiście sama historia bluesa jest o wiele dłuższa. W połowie XIX w. w stanach Missisipi, Georgia, Alabama, Luizjana powstaje blues wiejski. Potem, dzięki emigracji murzynów w XX w. z południa do miast na północy, zaczął on stawać się elementem muzyki miejskiej. Z czasem, oprócz samego wokalu, dochodziły też instrumenty takie jak banjo, czy gitary. Potem także fortepiany i całe orkiestry. W gettach murzyńskich blues znalazł nową swoją odmianę jak rhythm of blues. Była ona bardziej spontaniczna, żywiołowa. Jej przedstawicielami byli Big Joe Turner czy Jimmy Rushing. Dała ona początek np. rock and rollowi oraz stała się wzorcem dla muzyki jazzowej.
Źródłem bluesa napewno są tzw. work songi z czasów niewolnictwa murzynów, zawołania ulicznych sprzedawców, kołysanki matek i piastunek, zawodzenia żebraków i włóczęgów, ale również muzyka religijna- gospel.
W latach 30 powstała kolejna odmiana – urban blues. Było to połączenie wpływów z Delty z nowymi technikami muzyków single note. Centrum stanowiło Chicago i muzycy zgromadzeni wokół wytwórni Bluebird. Głównymi przedstawicielami byli Big Bill Broonzy, Tampa Red, Scrapper Blackwell, pianiści Leroy Carr, Big Maceo, Blind John Davis, Memphis Slim. Harmonijka stała się wtedy bardzo ważna. Słynęli z gry na niej przede wszystkim Sonny Boy Williamsona I i Jazz Gilluma.
W pierwszej połowie lat 40 zabłysnął T-Bone Walker, pionier gitary elektrycznej. Wywarł on ogromny wpływ na ówczesną muzykę. Był on wzorem dla muzyków grających właśnie na tym instrumencie. W latach 40 po II wojnie światowej to właśnie jego muzyka dominowała – West Coast Blues.
Kolejną odmianą stał się blues chicagowski, który swe istnienie głównie zawdzięcza Muddy’emu Waters’owi i Willie’emu Dixon’owi. Było on najbardziej zelektyfikowanym bluesem z Delty o niezwykłej wręcz rytmice.
W latach 60 bluesem zafascynowali się Brytyjczycy tacy jak Alexis Korner, John Mayall czy członkowie The Rolling Stones. To dzieki nim cały świat dostrzegł tą muzykę. Wpływało to na rozwój rocka, nawet hard rocka a tym samym popularyzowało samego bluesa.
W latach 70 popularność bluesa nagle zaczęła spadać. Do stylistyki bluesowej coraz częściej włączano elementy funku, soulu i rocka, ale w niczym to nie przeszkodziło muzykom w tworzeniu. Dlatego lata 80 nazwane są latami odrodzenia. Wszystko to stało się za sprawą takich artystów jak Stevie Ray Vaughan, Albert Collins, Robert Cray, The Fabulous Thunderbirds, oraz filmu The Blues Brothers i muzyków wokół niego zgromadzonych.
W dzisiejszych czasach, choć media nie promują już tak bardzo tego typu muzyki, blues nadal znajduje swoich wiernych fanów oraz muzyków całkowicie oddanych temu gatunkowi. Zapewne tak już zostanie na zawsze. Choć może nadal blues będzie znajdywał swoje nowe odmiany, w zależności od rodzaju muzyków i czasu, to na pewno pamięć o nim nigdy nie zniknie.